poniedziałek, 6 października 2014

ROZDZIAŁ I

    Obudziłam się w jakiejś norze. Nie wiedziałam gdzie jestem, jak się tutaj znalazłam i co się teraz ze mną stanie. Tygrysi instynkt podpowiadał mi, że jestem w siedzibie głównej plemienia Ekansów. Ale co ja tu do cholery jasnej robię?! Mija już kilka godzin odkąd tu tak leże i udaje, że śpie. Nikt tutaj nawet nie wszedł, żeby sprawdzić mój stan. A może próbują mnie testować? Nie wiem jak tu się znalazłam. Nic nie pamiętam, jedynie to, że szłam lasem z łukiem strzegąc miasta przed wilkami. Pamiętam jeszcze jak dostałam mocno w głowę czymś ciężkim jak nie patrzyłam. Było ciemno i nie widziałam kto to zrobił ani czym dostałam w tył  czaszki. 
     Pokój jest mały, kwadratowy. Ściany są białe ale tak brudne, że aż beżowe. Były na niej widoczne ślady kawy, jakiś ciast, kremów itp. Łóżko, na którym leżałam stało przy ścianie w samym koncie. Obok niego na etażerce leżała lampka i kartka. Wzięłam kartkę i przeczytałam co na niej pisze. "Follow the light. Światło. Ono jest twoim przyjacielem." Ale co to może znaczyć? To wszystko jest bez sensu. Dlaczego JA się tutaj znalazłam? Dlaczego JA muszę temu wszystkiemu sprostać? Nie wiem o co w tym wszystkim chodzi. 
     Nagle zaczął mnie boleć brzuch. Odkryłam kawałek podkoszulka i zobaczyłam dużą ranę na boku. Nie krwawi ona tak bardzo. Raczej jest już sucha. Po kolorze krwi mogę stwierdzić, że ranę mam już od dobrych kilku godzin. Podnoszę głowę i widzę zakrwawiony materac i poduszkę. Ale czemu ja nic nie pamiętam? 
     Światło zgasło. Zrobiło się ciemno. Tutaj nie było żadnych okien. Jedyne źródło światła to dwie lampy. Jedna na suficie a druga na stoliczku obok łóżka. Byłam w jakiejś jaskini. Nie wiedziałam jak długo znajduje się w tym pomieszczeniu. Przytomna jestem od kilku godzin, lecz mogę być tutaj o wiele, wiele dłużej. To straszne uczucie nie wiedzieć gdzie się znajduję. Siedzę na tym durnym łóżku i co? I nic. Prądu nie ma. Nie ma nic. Jedyne co nie daje mi spokoju to prześcieradło rozciągnięte na ścianie. Wstaję, a raczej próbuję wstać. Rana na brzuchu coraz bardziej wdaje się we znaki. Muszę wstać. Muszę. Po kilku nieudanych próbach mi się udaje. Wstałam  i kulejąc podeszłam do materiału. Zdjęłam go jedną ręką, a drugą trzymając się za bok i jęcząc z bólu. To cholernie boli, ale co ja mogę na to poradzić? 
     Odsłaniam prześcieradło ze ściany. Pod nim kryło się lustro. Jest ono dość duże ze złotą ramą. Przyglądam się w lustrze. Jest ciemno, ale coś widzę. Widzę, jak blond włosy wpływają mi falami na ramiona. Lubię moje włosy. Są wyjątkowe. Nachylając się  bliżej do lustra zobaczyłam moje oczy i piegi na drobnym nosie. Zielone oczy błyszczały w nocy. Jak u kotów. Przyglądając się swojemu odbiciu zapomniałam o problemach, o tym gdzie jestem i co ja tutaj robię. Widziałam siebie po raz pierwszy od dawna. Zawsze lubiłam przeglądać się w lustrze, lecz mam niską samoocenę co do mojego wyglądu. Może coś ze mną jest nie tak? Nie wiem. Czasami przejmuję się swoim wyglądem. Idąc ulicą mam wrażenie, że ludzie śmieją się ze mną, ponieważ jestem blondynką. Wyglądam jak stereotypowa blondynka, dlatego biorą mnie za głupią, tępą, lalę. Nie cierpię tego.
    W końcu otrząsam się. Dosyć długo wpatrywałam się w lustro. Postanowiłam sprawdzić co kryje się za nim. Zdjęłam je. Za nim kryły się drzwi. Próbowałam je otworzyć, ale na darmo. Zatrzasnęły się, albo ktoś mnie tu zamknął. Trochę się przestraszyłam tego i zaczęłam płakać. Co się teraz ze mną stanie? Nie wiem jak długo tu siedzę, ale nie wytrzymam dłużej. Nie jestem jak inne Regitsy. Jestem tchórzliwym kotkiem, a nie odważnym tygrysem. Inni "ludzie" poradziliby sobie z tym. Są silni. Koty w moim wieku są silne a ja? Jestem dzieckiem. Głupim, tępym, tchórzliwym i słabym  dzieckiem w ciele szesnastolatki. Boje się, że mnie wygnają i wtedy będę musiała żyć z wilkami. Głupie, bezużyteczne psy, które zostały wygnane z plemienia Regitsów i Ekansów. 
    Wstałam z łóżka. Teraz poszło mi to sprawniej. Postanowiłam podejść do drzwi i i spróbować je wyważyć. Może jestem jednak silniejsza niż myślałam? Kopnęłam drzwi raz, drugi raz i trzeci ale na darmo. Za każdym razem mocniej, ale to nic nie pomogło. Było słychać tylko głuchy dźwięk, kopanego drewna. Zmęczona usiadłam na podłogę. Co tu zrobić? - pomyślałam wyczerpana. Może... poszukać klucza? Ale gdzie on może być? W łóżku, pod nim, a może w półce od etażerki? Przeszukałam wszystko. Nie ma ani śladu po jakimkolwiek kluczu. Co by tu zrobić? Nie mogę poddać. To nie w mojej naturze. Zawsze dążę do celu.